polski blog plus size

Promowanie otyłości i inne mity na temat Body Positive

O ruchu Body Positive, czy w spolszczonej wersji “ciałopozytywnych”  jeszcze do niedawna można było przeczytać jedynie w mediach społecznościowych i to raczej tych anglojęzycznych. Od jakiegoś czasu temat ten stał się na tyle “klikalny”, że przedostał się z niszowych blogów, takich jak Grubsze Sprawy, do dużych portali internetowych. Można by powiedzieć, że Body Positive wchodzi właśnie na salony. Dlaczego cieszy mnie to i martwi jednocześnie?

Teoretycznie powinnam skakać, ze szczęścia, że temat, który poruszałam jako jedna z pierwszych osób w kraju, nagle ujrzał światło dzienne. Przesłanie dociera przecież już nie tylko do garstki zapaleńców, ale do całej rzeszy osób, które o nim nigdy nie słyszały! W czym więc tkwi problem? Czemu marudzę?

Otóż idea Body Positive w polskim wydaniu jest na każdym kroku wypaczana lub traktowana niezwykle powierzchownie. Według mnie dzieje się tak dlatego, że w tzw. mainstreamie pisze się o niej wyłącznie po to, by podgrzać negatywne nastroje wobec wszelkiej inności. Niby ogólny przekaz jest pozytywny. Jednak zazwyczaj jest on tak okrojony z treści i wyjaśnień, że padając na nasz polski grunt, natychmiast przekształca się w festiwal nienawiści. Często mam wrażenie, że portale rzucają zdjęcie grubej dziewczyny w stroju kąpielowym, nawet nie siląc się na żadną sensowną treść, bo wiedzą, że to i tak będzie się klikało. Komentarze będą się pisały niemal same, a reklamodawcy będą zadowoleni.

Ze zderzenia tego powierzchownego traktowania idei Body Positive z niską tolerancją czytelników na inność, rodzi się całe mnóstwo nieporozumień. Mam wrażenie, że właśnie teraz, gdy Body Positive wychodzi z cienia trzeba pisać o nim jeszcze więcej i wyjaśniać, ile się da.

Zapraszam na cykl, w którym spróbuję rozprawić się z popularnymi mitami narosłymi wokół tematów związanych z akceptacją ciała. Zaczynamy od tego, z którym spotykam się najczęściej.

Body Positive to promowanie otyłości! Body Positive jest tylko dla grubych!

Gdy widzę zlepek słów promowanie i otyłość, trudno mi zachować spokój. Postaram się jednak opanować, by wyjaśnić czemu jest to totalna bzdura.

promowanie otyłości

Autor grafiki: Andrew Richard / BuzzFeed

Po pierwsze idea akceptacji ciała dotyczy, wszystkich ciał. Naprawdę wszystkich! Zarówno tych bardzo grubych, jak i tych niewiarygodnie szczupłych, a nawet tych zupełnie przeciętnych, bez odchyleń w żadną stronę! To pewnie zdziwi najbardziej te osoby, które zarzucają, że popadamy ze skrajności w skrajność. Do tej pory mieliśmy bowiem “promocję anoreksji”, teraz promujemy otyłość, a dla tych zupełnie “normalnych” nie ma miejsca. Sęk w tym, że miejsce jest dla wszystkich. Kompleksy i problemy z akceptacją siebie zdarzają się każdemu, bez względu na typ sylwetki, czy kolor włosów.

Przyszło nam jednak żyć w takich czasach i w takiej szerokości geograficznej , że to akurat bycie grubym jest najgorszą z możliwych opcji, według większości. Dlatego też osoba gruba, która mówi o akceptacji swojego ciała jest najbardziej widoczna i najbardziej kontrowersyjna. Jak już wielokrotnie wspominałam, czy to na blogu, czy na Facebooku, nazwanie chudej osoby “wieszakiem” jest tak samo chamskie, jak pisanie o grubej “wieloryb”. Musimy to wreszcie zrozumieć i przestać dzielić się na tych grubych i chudych. Nie zauważyłam by ten podział miał jakiekolwiek znaczenie w prawdziwych relacjach, a w internetach ma niemalże wagę przynależności plemiennej.

Po drugie, zastanawiam się, co właściwie promowanie otyłości oznacza, według osób, które tak chętnie używają jej jako kontrargumentu w dyskusji. Czy w ich mniemaniu, osoby Plus Size, które pokazują, że akceptują siebie, robią to, by skłonić innych do przytycia?! Przecież to kompletna bzdura!

Osoby otyłe czują się często wykluczone. Treści mówiące o tym, że można być grubym i cieszyć się życiem mają pomóc w zrozumieniu, że gruby nie oznacza nieszczęśliwy, bezwartościowy, itd. Mają dawać wsparcie, siłę i nadzieję. Zawsze wydawało mi się, że to taki oczywisty przekaz, a jednak tak wiele osób go nie rozumie, lub nie chce zrozumieć. Jakie niebezpieczeństwo może nieść ze sobą ta pozytywna energia? Że ktoś się nią zarazi?

W tym momencie dyskusji pojawia się zazwyczaj troska o zdrowie osób otyłych, oraz całej reszty społeczeństwa, która tą otyłością mogłaby się zachłysnąć, pokochać ją i dążyć do niej na własne życzenie. Pokazywanie się uśmiechniętej grubaski według “zatroskanych” miałoby być tożsame z promowaniem niezdrowego stylu życia. Nie trzeba być wielkim myślicielem, by zauważyć, że jest to uproszczenie, które można wybaczyć przedszkolakom, ale nie ludziom dojrzałym. Znam wiele osób o bardzo dużej nadwadze, które prowadzą niezwykle aktywny i zdrowy styl życia. Tak samo, jak znam wiele osób szczupłych, które pochłaniają straszne ilości niezdrowego jedzenia, ruszają się jedynie w drodze do garażu i palą papierosy.

Nie zauważyłam, by ten rodzaj troski pojawiał się w momencie, gdy jakiś influencer pali publicznie papierosa lub pije alkohol.

Czas sobie zdać sprawę z tego, że nie jesteśmy w stanie ocenić przy pomocy wzroku, czy ktoś jest zdrowy, czy chory, czy prowadzi rozsądny styl życia, czy nie. Patrząc na bardzo szczupłego człowieka, nie zakładam, że jest taki, bo się głodzi. Jeśli ktoś patrząc na mnie myśli, że objadam się niezdrowym jedzeniem, jest nomen omen w grubym błędzie. Przyczyny mojej otyłości są sprawą moją i moich lekarzy, a nie postronnego obserwatora.

Marzy mi się, by osoby, które zarzucają “promowanie otyłości” blogerkom, czy modelkom Plus Size, choć przez chwilę zastanowiły się, o czym mówią. Swoją drogą, wypromowanie czegoś, co ma tak czarny PR byłoby nie lada wyzwaniem.

Zdjęcie ilustrujące tekst pochodzi z kampanii #morethanmybody. Tę piękną akcję Body Positive zainicjowała australijska blogerka Olivia White, autorka bloga House of White.

Jestem bardzo ciekawa, czy również spotykacie się z tym argumentem i co o nim sądzicie. Kolejnym mitom o Body Positive przyjrzę się już niebawem.

Serdecznie dziękuję za każde udostępnienie i komentarz!

  • Monika G.

    Moim zdaniem tym komentujacym o „promowaniu otylosci” chodzi nie tyle o zachecanie do tycia co o (olaboga!) zniechecanie do chudniecia. Dla ogromnej rzeszy kobiet odchudzanie sie (a co za tym idzie, szczuplosc) to cel zycia. I teraz ktos im tu prosto w twarz rzuca przykladem, ze dla innych wcale nie. Ze bycie szczuplym to nie jedyna droga. No i jak to tak? Oczywiscie wszyscy, absolutnie wszyscy odchudzaja sie „dla zdrowia” i dlatego oburza ich, ze ktos inny ma to gdzies. 😉

    • Monika, masz rację, to zapewne właśnie o to chodzi! I tu znowu przeciwnicy Body Positive się mylą. Przecież każdy powinien sam decydować o swoim ciele. To, czy się odchudzamy, czy nie i z jakich powodów, to też wyłącznie nasza osobista sprawa. <3

      • Monika Sz

        Ja bym dodała do tego fakt że odchudzanie (czyli wszelkiej maści dietetycy, diety, środki odchudzające etc) to ogromnie dochodowy biznes. Nagle akceptacja siebie mogła by być zagrożeniem dla nich…

  • Pingback: Body Positive - mit numer dwa - SAMOUWIELBIENIE -()