blogerka tancerka plus size

Wywiad z blogerką i tancerką Plus Size.

Dziś na blogu mamy wyjątkowego gościa. Jest nim moja „koleżanka po fachu” – Urszula Chowaniec. Ula tworzy blog o tematyce Plus Size i Body Positive. Dzisiejszą rozmowę poświęcimy przede wszystkim tańcowi. Tym, co najmocniej przyciągnęło moją ciekawość jest bowiem fakt, że Ula jest tancerką. Gdy zobaczyłam jej przepiękne, kolorowe zdjęcia z występów tanecznych, wiedziałam, że będę chciała poznać Ulę bliżej, i przedstawić ją Wam. Zapraszam Was serdecznie na krótką rozmowę o pasjach, tańcu i o tym czy „żeby coś w życiu znaczyć, trzeba być szczupłą”.

Cześć Ula Bardzo mi miło, że mogę gościć Cię na moim blogu. Opowiedz, proszę, o Sobie moim Czytelniczkom. Czym się zajmujesz, jakie są Twoje pasje? Skąd pomysł na blogowanie?

Mam na imię Ula i jestem plus size barbie. To taka ładna nazwa dla grubej baby! Od zawsze moje życie kręciło się wokół pasji, zawsze coś: śpiewanie, teatr, jeździectwo, taniec i – od całkiem niedawna – blogowanie i gra na ukulele. Na pytanie o to, czego bym chciała, odpowiedziałabym: wszystkiego! Fascynuję się światem, po prostu. O blogowaniu marzyłam od dawna, ale powstrzymywało mnie to uczucie, które wszystkie dobrze znamy. Eee tam, kto by to chciał czytać! Lepiej nie robić z siebie głupka w internecie. Co ludzie powiedzą i inne takie.

Któregoś dnia miałam rozmowę z udomowioną 9latką. O tym, że pani jest ładna, bo chuda. I że ja bym się mogła trochę wyszczuplić (cytuję). To był ten moment, w którym usiadłam do komputera i kupiłam domenę galantalala.pl Mój przełom. Pomyślałam, że moje pisanie nie może zaszkodzić światu, w którym nawet dziewięciolatki sądzą, że żeby coś w życiu znaczyć, trzeba być szczupłą. Nie zgadzam się z tym od zawsze. Teraz, po prostu, mówię o tym publicznie.

Jak to się stało, że zainteresowałaś się tańcem? Co Cię przyciągnęło do tej formy ruchu?

Kilkakrotnie przymierzałam się do różnych tańców. Ludowe, jazz i inne cuda. Na ATS, czyli American Tribal Style trafiłam przypadkiem. Jestem sroką i muszę przyznać, że w pierwszej kolejności moją uwagę przykuły stroje. I muzyka. Zobaczyłam film z występu moich dziewczyn i powiedziałam, że chcę za rok zatańczyć z nimi na scenie. To samo oznajmiłam mojej instruktorce: że nie wiem jak to zrobimy, ale ja chcę. Zacięłam się, dreptałam w domu, ćwiczyłam i ćwiczyłam. I udało się, po tych kilku miesiącach stanęłam na scenie w najpiękniejszym tanecznym stroju świata.

taniec plus size blog

Wyjaśnij nam proszę, czym jest ATS? Czy jest to odmiana tańca orientalnego? Czemu akurat na taki taniec się zdecydowałaś?

American Tribal Style to nie do końca taniec orientalny. Tu zaczynam się zagłębiać w taneczny żargon, może nie potrzebnie. Rozumiem, że chodzi o widoczne w tańcu i strojach inspiracje orientem? ATS to taniec synkretyczny, łączący w sobie tradycje bliskiego i dalekiego wschodu, Afryki, a także – jakże egzotycznie – Hiszpanii. W stroju tancerki można odnaleźć elementy wszystkich tych kultur. Hiszpańskie spódnice o cygańskim rodowodzie, pakistańskie monety, biżuterię Kuchi i Banjara. Fascynujące, prawda?

ATS to taniec improwizowany, a żeby improwizacja działała, niezbędny jest zgrany zespół. Nazywamy to w naszym tanecznym żargonie tribe, plemieniem. I to jest ten, odrobinę filozoficzny może, aspekt, który sprawił, że ATS zdobył moje serce. Kobieca siła, współpraca i akceptacja odmienności. W tym tańcu nie ma miejsca na bycie gwiazdą, co – przyznaję – na początku nie było dla mnie łatwe. Nieustannie szlifuję swojego ducha pracy zespołowej. Cenię wyzwania, które taniec stawia na mojej drodze, nie tylko w aspekcie fizycznym. Jest też w ATS szczególnie ważny dla mnie element – Puja lub inaczej gratitude meditation. Taki moment wyciszenia i okazania wdzięczności za to, że jestem, że mogę tańczyć, że istnieje muzyka i ludzie, którzy chcą mnie oglądać.

ATS udzielił mi bardzo cennej życiowej lekcji, a mianowicie tego, że czasami trzeba zaufać walce. Pracować, choć przez dłuższy czas nie widać efektów. Robić swoje i pracować, aż nadejdzie ten moment, w którym rozkwitniesz. I że po tym momencie nastąpi regres. I że to jest zupełnie naturalny proces rządzący całym naszym życiem.

taniec orientalny

Jak często tańczysz? Wiem, że poza treningami, występujesz też na scenie.

Nie dość często! Chciałabym więcej, ale dorosłe życie w tym momencie pozwala mi na regularne zajęcia raz w tygodniu. Do tego co miesiąc przyjeżdża do nas fantastyczna Agata Zakrzewska i prowadzi nam kilkugodzinne warsztaty. Staram się korzystać z doświadczenia różnych tancerek i pojawiać na warsztatach gdy tylko się da. Z występami to jest trochę tak, że nigdy nie wiadomo. Może to brzmi osobliwie, ale taka jest prawda. Ponieważ nie musimy układać i odświeżać choreografii, bywa, że decydujemy się z dnia na dzień. Przez ostatnie kilka miesięcy tak się to jakoś poukładało, że występujemy w zasadzie co miesiąc. Łał. Wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Ostatnio mogłam spełnić swoje marzenie – zatańczyłyśmy na koncercie Dikandy. Do tej pory siedzę w chmurach.

Czy, w kontekście stereotypów dotyczących osób Plus Size, trudno było Ci wybrać się na zajęcia taneczne i zrobić pierwszy krok?

Wybrać się na zajęcia – nie. Szkoły tańca, w których dominuje orient to babskie miejsca, o ekstremalnie sprzyjającej i bezpiecznej atmosferze. Nie wiedziałam tego wcześniej, więc nie od razu dałam się urobić przyjaciółce. Najtrudniejszym momentem było dla mnie pokazanie się publicznie z gołym brzuchem, ale to też przyszło jakoś tak… naturalnie i bez presji.

Co daje Ci taniec, zarówno z perspektywy ciała, jak i psychiki?

Życie. I wcale nie przesadzam. Myślę, że mówię głosem całej grupy, że cotygodniowe spotkania to dla nas rodzaj terapii. Głównie śmiechem, bo nie bez powodu jesteśmy najgłośniejszą grupą w szkole (no, może ma z tym też coś wspólnego fakt, że podczas tańca nabijamy sobie rytm na saggatach), ale nie tylko. Nawet gdy się nam, za przeproszeniem, w życiu zesrywa, czwartkowe popołudnia są wspólne. Razem ładujemy baterie.

Niesamowity jest odbiór publiczności, kiedy występujemy. Ludzie proszą nas o wspólne zdjęcie, próbują tańczyć z nami. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać z negatywną reakcją na moje gabaryty To zupełnie nowa perspektywa.

A fizycznie? Męczę się nadal okrutnie, ale będę szczera – to jedyne kardio jakie uznaję.

Co poleciłabyś innym kobietom Plus Size, które z rozmarzeniem przyglądają się tancerkom, ale same wstydzą się i boją się negatywnej oceny?

Wszystkie odmiany tańca o orientalnych korzeniach są stworzone dla kobiet plus size. Całe to potrząsanie tym co mama dała jest o wiele łatwiejsze, kiedy masz czym potrząsać. Szczupłe dziewczyny muszą się napracować dużo bardziej, ja po prostu chodzę zamiatając tyłkiem. Uwolnienie ciała w czasie tańca jest absolutnie cudownym uczuciem. Nie trzeba spełniać żadnych wyjątkowych warunków, żeby móc tego doświadczyć.

Jeśli się wahacie, to znaczy że tak naprawdę chcecie spróbować. Dajcie sobie szansę! Trzeba w życiu próbować nowych rzeczy, nigdy nie wiadomo, w czym się odnajdziemy.

Bardzo dziękuję, że poświęciłaś nam Swój czas. Przypominam także, że Ulę możecie na co dzień spotkać na jej blogu Galanta Lala.

Mam nadzieję, że po takiej relacji na temat tańca, zmniejszyłyśmy choć trochę Wasze wątpliwości. Warto tańczyć niezależnie od tego, jaki rozmiar nosimy, czy ile mamy lat. Ja nie jestem jeszcze tak odważna, jak Ula i wybieram na początek nieco mniej spektakularne zajęcia. Choć muszę przyznać, że te piękne stroje w klimacie Boho wołają do mnie już od jakiegoś czasu 🙂 Jestem bardzo ciekawa, czy też czujecie się zachęcone.

Jeśli tak, jak ja chcecie zacząć od czegoś spokojniejszego, zapraszam na wakacyjne warsztaty taneczne Ścieżka Tańca – Marzenia, o których więcej przeczytacie w moim poprzednim wpisie.

  • Jakoś na początku studiów uczyłam się tańca brzucha. Wydawał mi się znacznie bardziej atrakcyjny niż samba czy inna cha-cha. Później odkryłam tribal dance, ale już jako widz, nie tancerka. Bardzo mi się spodobał, wydawał mi się taką bardziej drapieżną, zadziorną wersją tańca brzucha. Naprawdę się cieszę, że wychodzimy poza myślenie, że ATS, taniec brzucha, taniec na rurze czy cokolwiek innego rytmicznego, co wykracza poza bujanie się w rytmie „na trzy”, jest tylko dla szczupłych osób!

  • Marta Grabowska

    DROGA PANI ULU, GRATULUJĘ WSZYSTKIEGO – pięknego tanecznego ciała, odwagi podążania za pasją, nazywania rzeczy po imieniu !.
    Cieszę się, że po raz kolejny pojawił się temat improwizowania w tańcu. Improwizowania, które daje dużą swobodę w wyrażaniu siebie. Jednocześnie jeśli tańczysz z innymi, ona wprowadza Cię w świat słuchania, widzenia siebie nawzajem, a to buduje, tak jak to Pani napisała – atmosferę wspólnoty. My Kobiety potrzebujemy kobiecego wsparcia ! Potrzebujemy usiąść, zatańczyć, pośmiać się, popłakać w kręgu. Sama osobiście mam trzy najleprze przyjaciółki, które tańczą ze mną ! I to jest piękny dar, za który jestem bardzo wdzięczna. I każda z nas, robiła kiedyś ten pierwszy krok w tańcu ( jedna z moich przyjaciółek w wieku 40 lat ). Taniec jest to język, którym możemy wyrazić wszystko. Jest to nasza kobieca jakość. Nie bujmy się jej. Dajcie sobie przestrzeń do tego, aby żyć pełnią życia, pełnią pasji – TAŃCZCIE KOCHANE, TAŃCZCIE !!!