blog o odchudzaniu

Dlaczego Grubsze Sprawy nie będą blogiem o odchudzaniu i dietach

W ostatnich miesiącach otrzymałam kilka propozycji współpracy z szeroko pojętej branży odchudzania. Czy mnie kusiło? No pewnie! Który bloger  nie marzy o tym, by zarabiać pieniądze, na pisaniu? Rozejrzałam się dookoła, poczytałam inne blogi i wiem już na pewno, że nie chcę iść tą drogą. Jeśli chcesz wiedzieć, dlaczego, zapraszam do przeczytania całego artykułu.

Wyjaśnię na wstępie, co sądzę o byciu grubasem, a mam w tym duże doświadczenie, bo z małymi przerwami, jestem nim od urodzenia. Bycie grubym nie jest fajne! Zdecydowanie wolałabym być szczupła, choć prawdopodobnie nigdy nie będę. Wierzę, że mogę być mniej gruba i mam nadzieję, że jeszcze mi się to uda…

Przede wszystkim chciałabym być zdrowa i aktywna, by móc spełniać swoje marzenia.

Życie nauczyło mnie, że otyłość nie jest najgorszym z problemów zdrowotnych, jakie mogą nam się przytrafić. Są niestety rzeczy, które mogą unieszczęśliwić człowieka znacznie bardziej.

Zaryzykuję stwierdzenie, że otyłość jest chorobą, która jest najmniej akceptowana przez nasze społeczeństwo. Ludziom ciągle wydaje się, że wystarczy “ruszyć tyłek”… Czy też macie wrażenie, że jesteśmy znacznie bardziej wyrozumiali np. dla alkoholizmu niż dla otyłości?

Zakażeni tym niezrozumieniem i agresją wobec tego, co inne, dajemy sobą bardzo łatwo manipulować. Dotyczy, to nas wszystkich: i tych grubych i tych, którzy na grubych patrzeć nie mogą i w najlepszym wypadku udzielają dobrych porad w trosce o ich zdrowie.

Wystarczy poczytać portale, blogi i fora internetowe, żeby dojść do wniosku, że temat diet i odchudzania powoduje, że ludzkość wariuje.

odchudzanie blog

Ludzie, którzy chcieliby zrzucić zbędne kilogramy bezrefleksyjnie wielbią tych, którym się udało. Wystarczy zamieścić swoje zdjęcia przed i po schudnięciu, by zyskać rzeszę wielbicieli. Od razu pojawiają się pytania o metodę odchudzania. Nie wszyscy, są niestety na tyle odpowiedzialni, by po takim pytaniu poinformować, że nie są specjalistami i porad udzielać nie mogą. Potem krążą w sieci przepisy na “cudowne metody”, którymi eksperymentują na swoim zdrowiu kolejni zdesperowani.

Jeśli, z kolei pojawi się gdzieś rozsądny artykuł na temat zdrowego trybu życia, kontroli lekarskich i powolnego zrzucania kilogramów, od razu odezwą się mędrcy niosący dobrą nowinę o kolejnej cudownej tabletce lub diecie, którymi ten proces można przyspieszyć. A większość udzielających się i tak powie, że nie ma co się nad sobą rozczulać, bo wystarczy “ruszyć tyłek z kanapy i mniej żreć”.

Nie zapominajmy, że diety, odchudzanie i cała branża fit to ogromy biznes, za którym stoją wielkie pieniądze. Nie dajmy sobą manipulować!

Pamiętajmy też, że jeśli ktoś kiedyś wymyśli jeden skuteczny i uniwersalny sposób na odchudzanie, to na pewno cały świat się o nim dowie, a wszystkie pozostałe metody znikną.

blog plus size

Planując pisanie bloga, zakładałam, że temat odchudzania będzie także jego częścią, bo jest to coś, co mnie bardzo dotyczy i zawsze będzie dotyczyło.

Mam za sobą ogromne “sukcesy” w chudnięciu, zdjęcia przed i po oraz te po efekcie jojo… W sumie dałoby się z tego stworzyć kilka serii 😉

Mogłabym się mądrzyć i opisywać moje przygody, a przy okazji polecić może jakiś suplement lub metodę i dostać za to pieniądze.

Tak, chcę się zdrowo odżywiać i dostarczać organizmowi wszystkiego, co najlepsze.

Tak, chcę się nauczyć, że ruch może być przyjemnością.

Chcę się tymi odkryciami dzielić z Wami.

Jednak, na pewno nie chcę brać udziału w histerii dotyczącej zrzucania zbędnych kilogramów.

Moje doświadczenie pokazuje mi, że tuż po schudnięciu nie można ogłaszać zwycięstwa. To niestety nie jest tak proste. Dużo trudniej nową wagę jest utrzymać.

Cieszmy się sukcesami innych, wspierajmy i motywujmy wzajemnie, ale nie wierzmy, że ktoś ma cudowną metodę na chudnięcie.

Bez względu na to, czy zgadzasz się z moim zdaniem, czy też wręcz przeciwnie, zostaw komentarz ze Swoimi przemyśleniami. Piszę po to, byśmy mogli wymienić się opiniami.

  • Ania z widzialam.pl

    Twój post jest kwintesencja tego, przez co przechodzi/przeszła chyba każda osoba z nadwaga. Ciągła walka – dwa kroki do przodu, 3 w tył lub na odwrót. Niekończąca się walka. Aż dochodzisz do momentu, gdy już wiesz – jestem jaka jestem i muszę o siebie zadbać – ruszam sie, jem zdrowo i nie zaśmiecam organizmu. Niby proste, a tak trudno do tego punktu dotrzeć… Pozdrawiam!

    • Ania, świetnie to napisałaś. Te kilka zdań pięknie podsumowało, to co działo się ze mną i wieloma dziewczynami, które tu zaglądają. Niby każda z nas ma inną historię, a jednocześnie wszystkie są tak do siebie podobne. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Struś Afrykański

    Garść przemyśleń, która mi się nasunęła po przeczytaniu Twojego wpisu.

    Otyli nie mają łatwo. Nie są akceptowani. Dlaczego? Myślę że na równi z jakże licznymi innymi grupami społecznymi są wypychanymi z przestrzeni publicznej bo zakłócają stan błogiego samozadowolenia tych chcących wierzyć, że świat składa się tylko z młodych, pięknych, zdrowych i że ich samych nigdy nie spotka choroba, bieda, inwalidztwo, śmierć. Bo nie pasują do obowiązującego schematu. Bo są inni. Przypominają o tej ciemnej, nieprzyjemnej i często bolesnej stronie życia. A nikt nie lubi być pozbawiany złudzeń. Jak swego czasu powiedział wciąż niezmiernie popularny klasyk gatunku: „W telewizji powinniśmy oglądać ludzi zdrowych, pięknych, silnych, uczciwych, mądrych – a nie zboczeńców, morderców, słabeuszy, nieudaczników, kiepskich, idiotów i inwalidów”.

    Innym powodem jest niezrozumienie czym jest otyłość. Ludzie zazwyczaj mają skłonność do przypisywania sobie zasług, na które w istocie sami nie mają żadnego wpływu. Ludziom szczupłym wydaje się, że skoro im samym utrzymanie odpowiedniej wagi przychodzi dość łatwo, to dzieje się to wyłącznie dzięki ich silnej woli, zdrowym nawykom i słynnemu „dbaniu o siebie”, nie zdając sobie sprawy, że stoi za tym cała skomplikowana biochemiczna maszyneria ich organizmów, wydzielanymi hormonami sterująca zarówno procesem spalania i odkładania tłuszczy, łaknieniem jak pewnie stopniem ich siły woli. Więc nawet dokładnie ta sama dieta, która u jednych powodować będzie chudnięcie, innych doprowadzić może do otyłości. Powstałe na tle chorobowym zaburzenia gospodarki hormonalnej sprawiają, że tyje się od przysłowiowego listka sałaty, a brak posiłku, który u jednych wywoła jedynie lekki głód czy zgoła nie wywoła żadnego dyskomfortu, innych doprowadzi do omdlenia.

    Przyczyną otyłości bywa też często choroba duszy, a żyjemy w społeczeństwie, które wciąż ma problem z zaakceptowaniem tego, że takie choroby w ogóle istnieją. Alkoholik powinien po prostu przestać pić, osoba w depresji wziąć się w garść, a osoba kompulsywnie się objadająca po prostu jeść mniej. Problem jednak w tym, że choroba sprawia, że tego nie można zrobić. Tyle, że innych zazwyczaj mierzy się swoją własną miarą. Automatycznie przyjmuje się, że innym jest tak samo trudno/łatwo jak mi. Ja daję radę to inni też potrafią. Najwyżej trochę bardziej będą się musieli wysilić. „Mniej żryj i więcej ćwicz”, „weź się za siebie” doradzają zawsze pomocni besserwisserzy, bo przecież chcieć to móc, a jeśli nie możesz to znaczy że nie chcesz. A jeśli nie chcesz to jesteś winny. Powinieneś się więc wstydzić. A my będziemy Cię wytykać palcami. Bo to przecież wszystko twoja wina.

    • Bardzo Ci dziękuję, że zechciałeś podzielić się Swoimi przemyśleniami. Wszystko, co napisałeś jest tak bardzo prawdziwe, że aż boli. Czytam drugi raz i wciąż się wzruszam, bo hasło „to wszystko twoja wina” noszę w głowie od dziecka… Pozdrawiam bardzo ciepło

    • Jestem pod wrażeniem tego komentarza.

      Wydaje mi się, że otyłość może nie jest mniej akceptowalna niż alkoholizm, ale znacznie trudniej ją ukryć. Alkoholizmu zwykle przecież nie widzisz.

  • arleta bresińska-balcer

    Witaj. po przeczytaniu Twego bloga ucieszyłam się ze wreszcie jestem tam gdzie powinnam. Na co dzień nie akceptuje swej wagi ale przy mojej chorobie nie wiele moge zrobic oprócz zdrowego odżywiania. ćwiczenia odpadaja a diety – nie kazda jest dobra w moim przypadku. miałam super efekty w zyciu schudniecia i efekty jojo. może naprawde warto zaakceptowac siebie i swój wyglad tylko ja to wiem a jednak nie do końca umiem…. pozdrawiam 🙂

    • Cześć Arleta! Bardzo się cieszę, że do mnie trafiłaś 🙂 Zależy mi na tym, by to miejsce dawało wsparcie kobietom takim, jak my. Sama się z tym wszystkim zmagam i wiem, że razem jest raźniej 🙂 Pozdrawiam Cię ciepło i zapraszam do mnie częściej!

  • Magdalena

    Czytam Cię od dość dawna,ale pierwszy raz zabieram głos.Jestem duża od zawsze, był czas że ważyłam 58 kg na skutek choroby i ledwo włóczyłam nogami ale każdy mówił-widzisz jak chcesz to możesz…Teraz jestem gruba, i choć szybko chudnę równie szybko tyję. Zwalam to na tarczycę oraz sterydy, które musiałam brać. Dziękuję ci za to że jesteś , że spokojnie i mądrze piszesz. Na pewno rozgoszczę się tu na dłużej :)Pozdrawiam serdecznie Magdalena

    • Bardzo mi miło, że się odezwałaś :* Ja też walczę z tarczycą i insulinoopornością i wiem, jakie to trudne. Bardzo się ciesze, że internet daje nam możliwość wspierania się. Będę szczęśliwa, jeśli rozgościsz się u mnie na dłużej! Czuj się jak u Siebie <3

  • Pingback: Nie myśl o sobie tak negatywnie! |()